15 października 2012

Michał Kaczmarczyk o teoriach socjologicznych


Zapraszamy wszystkich zainteresowanych na spotkanie u socjologów, które odbędzie się w poniedziałek 22 października 2012 w pokoju D503 WNS UG w godz. 12.00-13.30. Dyskusję zainicjuje Michał Kaczmarczyk zastanawiając się nad pytaniem: Czy musimy wybierać między teoriami socjologicznymi?

12 komentarzy:

  1. Ciekawe, czy będziesz mówił o wszystkich teoriach Michał?
    D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkich na pewno nie znam, ale będę się starał stworzyć takie wrażenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma co, zrobiłeś wrażenie! Podobają mi się takie autorskie pomysły, zwłaszcza jak słucha się ich na żywo. Nie znaczy to, że wszystko pojęłam w lot..., ale było fajnie.
    Trochę (co prawda) nie przekonują mnie nazwy: koncepcja człowieka w świecie i koncepcja świata w człowieku, a później socjologia aktu wiary - jako koncepcje deterministyczne, niedetermistyczne i (jakby to powiedzieć) pragmatyczne, ale bez sensu (czyli tak jak w filmie Madagaskar,wtedy jak spieszyli się wrzucić do wulkanu żyrafę i król Julian wołał: szybko, szybko zanim zrozumiemy, że to nie ma sensu). Nie wiem też jak teoria pozwala odpowiedzieć na pytanie, od którego zacząłeś: co właściwie robię w tym świecie? Przecież to nie jest tak, że przyjmujemy teorie bezkrytycznie, więc wizja świata/człowieka, która wyłania się z danej teorii to jedno, a odpowiedź to drugie. To bardziej jak patrzenie w oczy Sfinksa, żadnych odpowiedzi - same zagadki;).
    A i jeszcze - fajnie, że tyle kontrowersji wzbudziła kwestia wolności! B.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi ostatecznej na wyjściowe pytanie rzeczywiście nie było (ale chyba musiałbym być Buddą, żeby jej udzielić ;)) Jednak zakładam, że świadomość, iż pewne odpowiedzi są błędne to też jakiś postęp. Do czegoś jednak doszliśmy: pierwsza koncepcja mogłaby być prawdziwa, ale pojawiła się druga, z której dowiedzieliśmy się, że właściwie nic nie wiemy, a w końcu trzecia naprowadziła nas na ważną myśl, że pytanie o dobro rodzi się w relacji z drugim człowiekiem. Dalsza droga powinna więc być mniej wyboista :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z kolei mam przypadłość zwaną z francuska esprit d'escalier dlatego z opóźnieniem trochę... Świadczy to jednak o tym, że coś w mojej głowie zasadziłeś.
      1) Męczy mnie ta kwestia dobra. Bogna już o tym wczoraj wspomniała, a Twoja powyższa odpowiedź zmusiła mnie do tego, żeby wrócić.
      Dwie pierwsze odpowiedzi (powiedzmy: koncepcje) mają charakter epistemologiczny, a całą pewnością jest tak w przypadku drugiej, no i trzeciej: socjologii jako aktu wiary. Skąd więc pojawia się kategoria moralna jako składnik czwartej odpowiedzi? Tylko dlatego, że gdzieś w koncepcjach Parsonsa, Rawlsa i Habermasa ona wypływa? Ale tylko jedno z Twoich wyjściowych pytań miało charakter moralny. Postawiłeś na wstępie dwa pytania: kim jestem w tym świecie? (niech będzie, że egzystencjalne) oraz co mam w nim robić?(praktyczne, moralne). To są dwa różne pytania i raczej trudno szukać odpowiedzi na pytanie moralne w koncepcjach o charakterze epistemologicznym. Pachnie to błędem naturalistycznym. Właściwie jestem przekonany, że go popełniasz :-)
      2. Czy nie jest tak, że szukasz odpowiedzi na pytania u autorów, którzy ich nie stawiali, bo stawiali sobie inne? Niektórzy prawnicy tak traktują niektóre koncepcje filozoficznoprawne. Podobne wrażenie mam po Twoim naprawdę bardzo interesującym wystąpieniu.

      Maciek

      Usuń
  5. Dziękuję Maciej za zgłoszenie tych ważnych wątpliwości! Kwestie dobra i tożsamości jednak są, moim zdaniem, związane ze sobą (wśród współczesnych teoretyków przede wszystkim Charles Taylor broni tego stanowiska). W pierwszym wariancie, odpowiedź na pytanie, co powinienem nie jest w ogóle możliwa, gdyż człowieka nie ma. Dobro moznaby tu ewentualnie utożsamić z siłą natury. Podobnież w drugim wariancie. Uzyskujemy tam wiedzę, ale rozpada nam się jej przedmiot i podmiot. Wreszcie w trzecim wyraźnie widać to, co Platon silnie podkreślał (notabene w Państwie właśnie), czyli konstytutywny (nie normatywny) charakter dobra. Dobro ustanawia moją wiarę w sens działania, przynajmniej nie mogę go inaczej skonceptualizować, jest ono granicą poznania, gdyż daje początek zarówno mnie jak i przedmiotowi, wyznacza moje powołanie. Ten dyskurs o dobru pozostaje jednak ukryty w szacie nowoczesnych form uspołecznienia, aby ponownie pojawić się u Parsonsa i jego kontynuatorów. Tak to obecnie widzę. A więc, obstawałbym przy tym, że gdy zadajemy pytanie o to, co "powinniśmy", to dość szybko pojawia się pytanie o nasze miejsce w świecie i nasze w nim powołanie. Zaakcentowanie konstytutywnego wymiaru dobra ma zasadnicze znaczenie, gdyż relatywizuje jego normatywistyczne redukcje (tak bym właśnie odczytywał przedsięwzięcie Platona, a więc jako dekonstrukcję istniejących systemów normatywnych). Druga sprawa: jakie pytania stawiali sobie ci myśliciele? Tego nie wiem, ale wiem, co pisali i w jakich kierunkach prowadzą ich argumentacje. Moim zadaniem jest wyciąganie z tych argumentacji dalej sięgających konsekwencji. Myślę, że jest coś gorszego od wyrywania autora z kontekstu, a mianowicie redukowanie struktury jego rozumowania do kontekstu i tego przede wszystkim chcę uniknąć.

    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ostatnie zdanie mi się podoba. Ale jaką Michał masz koncepcję społeczeństwa? Czy to są tylko lub przede wszystkim myśliciele?
      D.

      Usuń
    2. Nie mam pewności, czy przeczytasz to jeszcze. Ale co tam, napiszę..., skoro z zajęciami w tym tygodniu już spokój Gdy przeczytałem Twoją odpowiedź pomyślałem sobie: OK, przyznaję, zarzut odparty (interesuje mnie pierwszy). Ale duch ze schodów nie daje spokoju…. Zarzut wnioskowania z faktów o powinnościach odpierasz konstytutywną koncepcją dobra. Rozumiem, że chodzi Ci o stanowisko tzw. internalizmu motywacyjnego głoszącego (z grubsza), że rozpoznanie dobra stanowi jednocześnie nieprzezwyciężalną motywację działania na jego rzecz. Innymi słowy, rozpoznawszy dobro nie możemy za nim nie „pójść”, nie możemy go nie wybrać. Trudno mi oceniać w tej chwili na ile potężna to argumentacja przeciwko wspomnianemu zarzutowi. Przyjmuję ją jednak w tym miejscu. Ale jak to w filozofii, zwracano uwagę na słabości takiego podejścia (np. słabość woli). Domyślam się, że w książce dyskutujesz te rozmaite zarzuty. Mam jednak pytanie: czy zatem przyjmując stanowisko internalistyczne a odrzucając inne nie wydaje Ci się, że o ile konsekwentnie próbowałeś nie wybierać między teoriami socjologicznymi, o tyle w odniesieniu do stanowisk filozoficznych takiego wyboru dokonujesz? Co wcale nie musi być niespójne, jeżeli twoja deklaracja,a raczej wniosek, że nie musimy wybierać między teoriami socjologicznymi dotyczy ich tylko. Dotyczy?
      No i pytanie ignoranta: co masz na myśli pisząc, że Platon dekonstruował istniejące systemy normatywne (relatywizował normatywistyczne redukcje dobra)?

      Maciek

      Usuń
    3. Dziękuję Maciek za tę kolejną porcję uwag, które uważam za ważne i bardzo pomocne w moich przemyśleniach. Od razu chciałbym dodać coś, czego zabrakło w mojej poprzedniej odpowiedzi. Otóż konstytutywna koncepcja dobra stanowi najpoważniejszą, ale nie najprostszą czy najmniej kontrowersyjną odpowiedź na pytanie, na czym polega przejście od trzeciego do czwartego typu teorii socjologicznych. Najprostsza odpowiedź byłaby chyba następująca: w trzeciej koncepcji z całą ostrością ujawnił się problem braku uzasadnienia działania, które było przecież od początku przemdiotem wiary. Stąd też czwarty typ poszukuje uzasadnienia. Poszukiwanie uzasadnienia nie jest ściśle rzecz biorąc tym samym co poszukiwanie platońskiego "Dobra", ale w rzeczy samej skłaniam się do takiego poglądu, myślę, że motyw Dobra w każdym z tych typów się pojawia. Podobnie "wola" działania, która pojawia się w trzecim typie nie była ściśle rzecz biorąc świadomą wolą dobra, ale raczej wolą pierwotną, nieredukowalną, wolą metafizyczną, zasadą świata, która wymaga transcendencji, ale nie potrafi jej określić inaczej niż poprzez samą siebie, przez co odnosi się sama do siebie (podobnie jak sama do siebie odnosi się siła natury w człowieku i systemach społecznych). Mówiłem też, że ta struktura jest doskonale opisana w ramach konstrowersji nowoczesnego sposobu życia i religii buddyjskiej. Muszę tu też nadmienić, że moja koncepcja konstytutywnego dobra nie pojawia się w trakcie analizy sześciu typów teorii, ale dopiero później, jako pewna propozycja porównawcza, ostrożnie rzecz ujmując. Mój wybór "między teoriami socjologicznymi" jest więc w istocie filozoficzny w tej mierze, w jakiej te teorie socjologiczne są stanowiskami filozoficznymi, które jako takie dają się podważać i sprawdzać za pomocą rozumowania. Myślę, że jeden z punktów, w którym bywam źle rozumiany (odnosi się to także do mojej poprzedniej ksiażki) to własnie pojęcie dobra. Nie używam go po to, by przesądzać z góry, jakie jest moje stanowisko filozoficzne, ani żeby przesądzać odpowiedź na pytanie, co jest dobre, ale wręcz przeciwnie - aby wykazywać, że inni autorzy (przeważnie nieświadomie) przesądzają odpowiedź na to pytanie na samym początku. U mnie (podobnie jak u Platona) ma ona przyjść na końcu (o ile w ogóle się pojawi). W istocie uważam, że Platon zerwał ze wszystkimi esencjalistycznymi koncepcjami dobra istniejącymi przed nim i postawił w niezręcznej sytuacji wszystkich dogmatycznie myślących autorów po nim (może stąd się bierze niechęć do niego). Za jakiś tydzień ukaże się mój tekst w "Stanie Rzeczy" właśnie na ten temat - na tapetę biorę tam jako przykład (ambitnego) antyplatonizmu Alvina Gouldnera.

      Usuń
  6. Moja koncepcja społeczeństwa to przedmiot drugiej części książki. Jednak musi ona unikać wad wszystkich sześciu przedstawionych wcześniej wizji, chociaż każda z nich oczywiście coś wnosi. Społeczeństwo jest zawsze konstrukcją człowieka - inne jest Twoje, a inne moje społeczeństwo, niemniej z charakteru mojej relacji z Innym wynikają "obiektywne" prawdy, którymi, jak sądzę, socjologia może się zajmować. Ale to tylko luźne dywagacje. Obawiam się jednak, że pewne błędy, które pojawily się w koncepcjach człowieka u zarania socjiologii, wciąż się za nami ciągną. Oby udało nam się znaleźć drogę, która pozwoli nam prowadzić badania społeczne z większą wiarą w sens naszych teorii :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A komu to tak naprawde jest potrzebne? Zwykly zjadacz chleba ma w nosie koncepcje spoleczenstwa i sens Waszych teorii a z Jego podatkow sa oplacani wlasnie tacy "naukowcy", ktorzy kompetnie nic nie wnosza tylko zchwycaja sie swoimi pseudoosiagnieciami i niewatpliwie wysokim IQ, ktorego mogliby uzyc, zeby innym wiodlo sie lepiej. Czy nie uwaza Pan Panie M, ze mam racje?
      z powazaniem E. Korcz

      Usuń
  7. Drodzy Państwo,
    co Wy wyprawiacie z teoriami? Czy to znaki czasu, czy praktyka hunwejbinów? Znam jedno i drugie, więc zapraszam do refleksji......
    Grażyna Woroniecka

    OdpowiedzUsuń